Przejdź do głównej zawartości

o Kobietach



Długo dojrzewałam do reanimacji bloga.

Broniłam się przed poświęcaniem czasu na "internety" - ślęczeniem nad zdjęciami, postami, których zamieszczanie na Instagramie wymaga systematyczności i kilkunastu minut każdego dnia.

A jeszcze prowadzenie bloga - to już nie moja bajka!

A jednak.

Niech będzie to miejsce dość osobiste, ze słowami o tym, co robię, co już stworzyłam i co zamierzam. O dochodzeniu do decyzji założenia własnej działalności. W każdym razie będzie trochę więcej opisów, nie tylko informacja o produkcie i przydatne #hasztagi.

*

Dwa lata temu wróciłam z Norwegii, do Ojczyzny, za którą tęskniłam. Ale żadna tam ze mnie patriotka, bowiem tęsknota dotyczyła Ludzi.

Rodziny i Przyjaciół, a szczególnie moich ukochanych kobiet-przyjaciółek.

Moich dobrych, mądrych, kreatywnych... Wyjątkowych kobiet, z którymi mam zaszczyt się przyjaźnić.

*

I kiedy tak szukałam dla siebie zajęcia - po powrocie - Ania dała mi pracę. Przez pół roku byłam kreatorką działań wszelakich, jak również barmanką, wykidajłą, asystentką i opiekunką większych i mniejszych gwiazd rodzimej sceny muzycznej, głównie heavy metalowej, byłam prawą, a czasem lewą ręką Ani.

Byłam w żywiole, ale nie swoim.

To był piękny, bardzo intensywny czas i po pół roku wiedziałam, że dłużej w takim tempie nie dam rady. Zdecydowałam się iść własną drogą - z Ani błogosławieństwem.

W Norwegii, żeby nie zwariować, zajęłam się pracami rękodzielniczymi. A to szyłam ozdoby do domu - naszego i potem cudzych, a to makatki plotłam, a to włóczkę pozyskiwałam z bawełnianych podkoszulków.

W Polsce zapragnęłam kontynuować, bowiem nic tak mnie nie uszczęśliwia, jak tworzenie.

Cenię odzysk, ale mam świadomość, że nie każdy rozumie tę ideę i dlatego dziergam z nowych włóczek i sznurków.

Jednak jest grupa, która wybiera produkty z recyklingu i oni chyba są najmilsi sercu memu. Bo odzysk jest naszą jedyną drogą. która może zapewnić nam przetrwanie na Ziemi. Ale to na inny post.

*

Kolejną, która stanęła na mojej drodze - ponownie - była Dorotka.

Do niej poszły pierwsze twory moich rąk, za które hojnie płaciła. Zachęcała, wspierała, wymagała i reklamowała moje rękodzieło. Nie można przecenić wkładu Jej zaangażowania w powstanie mojej firmy.

Do dziś jest cudownym mecenasem mojego rękodzieła.

I myślę, że gdyby nie Ona, oraz pani psycholożka, Basia, nie odważyłabym się na ten krok.

Bo pani Basia dała mi ogromne wsparcie po powrocie do kraju, kiedy nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, kiedy ponownie zaczęły mnie dopadać ataki paniki. Dzięki kilkunastu spotkaniom poukładałam w sobie to, co potrzebowało poukładania. Określiłam się i mogłam iść dalej.

*

Takich Kobiet, czy Dziewczyn, mam wokół siebie wiele, wiele. Jestem szczęściarą, naprawdę. Dzięki takiemu wsparciu mogę duuuużo, a nawet jeszcze więcej :)


Wiem, że trochę przydługo i nie w temacie hendmejdu, ale według mnie w temacie :)

Dla ucieszenia (na to liczę) oczu, torebka z wczoraj. Wieczorem wpadł mi do głowy pomysł na niewielką, do ręki, jasny karmel.




Po latach rudości na głowie zostałam blondyną niedawno i jakoś teraz te wszystkie beże i karmelki 




wołają do mnie :)




Dobrego, słonecznego popołudnia!



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

na szyję też

Jak już tak się uczepiłam łapaczy snów (lub słońca według innych) to zrobiłam również w tej formie wisiory.  W  dalszych planach są też kolczyki, ale najpierw marzy mi się taka dekoracja z mandalą w środku. Szydełkową, oczywiście, barwną, w ciepłej tonacji i z takimi też dodatkami. Myślę, że można będzie zacnie medytować przy tej praktycznej ozdobie chaty : )

wydziergane!

Po tej szydełkowej torbie zostało mi tylko zdjęcie.  Została przygarnięta przez młodą, nietuzinkową Dziewczynę, Kasię.  Mam nadzieję, że dobrze Jej służy. Torba jest na podszewce i ma kieszonkę na komórkę - o ile pamiętam : )